Za dużo telewizji. Zdecydowanie. Praca w stacji informacyjnej ma to do siebie, że w ciągu dnia, jak telewizji nie robimy, to ją oglądamy. Stale nam towarzyszy w redakcji, no bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, albo któremu politykowi strzeli coś do głowy. Tak więc oglądamy. Między Palikotem i Macierewiczem przerwa reklamowa. A w przerwie?
Po lekturze stenogramów z zamkniętego posiedzenia wcale się nie dziwię. Był zabawny. Momentami bardzo. Na posiedzeniu podobno przekonujący. O tyle, że nie zastanawiał się nad tym, co mówił. I mówił dużo. Nie kończył zdań, robił wtrącenia. Innymi słowy, potok słów. Szkoda, że kiedy padały pytania o stenogramy podsłuchanych rozmów, mówił tylko: nie wiem, nie pamiętam, a poza tym, kiedy to było…
Jakie to Polskie! Kampania prezydencka rozpoczyna się od typowania tych, którzy nie będą w wyborach startować. Kilku już się zgłosiło. Na ochotnika.
Minister finansów nie wiedział, że minister Boni 3 sierpnia 2009 roku polecił ministrowi Kapicy (jego zastępcy) przygotowanie założeń do zupełnie nowej ustawy hazardowej. Nie wiedział też, że kilka dni wcześniej na spotkaniu z minister Suchocką – Roguską (jego zastępcą) i ministrem Bonim Premier polecił szybkie opracowanie nowej ustawy.
Ciąg dalszy nastąpił. Czytać ku przestrodze i pilnować swoich kart, bo gdy Państwa okradną, to może się okazać, że muszą Państwo gangsterom jednak pyszną fajitę w meksykańskim barze zasponsorować. Ale po kolei.
W środku nocy z soboty na niedzielę zadzwonił telefon. „Numer prywatny”. – E, pewnie ktoś się upił i źle wykręcił numer – pomyślałem. Niesłusznie. Jak się okazało rano, numer rzeczywiście mi ktoś wykręcił niezły i to na trzeźwo. Numer teksański.
Ja właściwie mam dzisiaj tylko dwa pytania.
W niedzielę obejrzałem w kinie "Mniejsze zło" Janusza Morgensterna. Film jak film – myślałem, że będzie lepszy – ale scenograf powinien chyba poszukać innej pracy. Albo częściej odwiedzać sklepy ze starociami.
Bar – bar – bar - I sypią się pieniądze. Bank rozbity. Jednoręki bandyta oddaje tobie, co kryje w sobie. To, co zebrał od wszystkich naiwnych liczących na szybką wygraną.
Nie mamy za co kochać Rosjan. Nie mamy. To prawda. Trzeba pamiętać o tym co się działo w ostatnim stuleciu, o wciąż nie zabliźnionych ranach, o mogiłach, które znamy i tych, o których jeszcze nic nie wiemy. Ale czy to co się dzieje po obu stronach granicy nie jest przesadą?